Nowy Rok, Nowa Ja?

Nowy rok, Nowa Ja bla bla bla…. Co roku to samo. Co roku te same postanowienia. Co roku umierające około 7 stycznia 😉
W tym roku nie miałam żadnych postanowień noworocznych. W tym roku zdecydowałam się dalej kontynuować moją walkę z kilogramami. Czytaj dalej

Reklamy

Irish Graduation i….sushi!

Togi, czapki, oklaski, scena, dyplom! Jak w amerykańskim filmie! No prawie, bo czapkami nie rzucaliśmy 😉 29 października 2015 roku po raz ostatni (chyba) przekroczyłam progi mojej uczelni, aby odebrać owoc mojej rocznej męczarni (owoc 3 poprzednich lat odebrałam w zeszłym roku). Pełno ludzi identycznie ubranych jak ja. Pełno facetów w garniturach, pełno lasek na szczudłach w pięknych sukienkach pod togami. No czuć tę magię po prostu. Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, weseli. Pełno gościu, kwiatów na scenie. Procesja Akademicka i przemówienie Prezydenta. Tak Prezydenta. Każda uczelnia w Irlandii ma Prezydenta 😉 To on wręcza dyplomy i podejmuję ostateczne decyzję. Każda klasa jest wyczytywana przez ich Chair of Programme. Jak zawsze trochę jest śmiechu przy poprzekręcanych zagranicznych nazwiskach. A to ktoś się potknie na scenie. Jest wesoło.

Gdybym mogła to bym kończyła studia co roku. Uwielbiam ten dzień, jest naprawdę magiczny. Cos jak Hogward 😉

Gotowi na porcję zdjęć?

Czytaj dalej

Misja – jeść

Dieta, dieta, dieta, dieta. Nic tylko ta dieta. Na diecie jeste od tygodni trzech. Tak myślę, bo nawet nie jestem pewna. Może to są 4 tygodnie? Kto by to liczył.

Kiedy zaczynałam dietę, nie nazywałam jej dietą. Moim głównym celem nie było zrzucić nadprogramowe kg, a zacząć jeść zdrowo, regularnie i pysznie. Może i hamburgery i czekolada są pyszne, ale przynajmniej ja, na drugi dzień uczucie ciężkości w jelitach i żołądku jest okropne. Na diecie czuję się lekko . No i woda. Chciałam pić zdecydowanie więcej wody, ponieważ, dotychczas, piłam może dwie, trzy szklanki płynów dziennie. Czytaj dalej

Mały potwór zwany kryzys

Kryzys.

Takie małe zwierzątko, które wbija nam do głowy, że nie damy rady, że nie potrafimy, że się nie uda. Zastanawiałam się, kiedy to będzie. Kiedy dopadnie mnie pierwszy kryzys. Nie myślałam, że będzie to tak szybko.
Kryzys dopadł mnie już 4 dni diety. Chociaż myślę, że pomału wbijał swoje małe pazurki we mnie od początku. Nie jestem silną osobą. Ani fizycznie, ani psychicznie. I nie wstydzę się do tego przyznać. Kiedy coś mi nie wychodzi, zamykam się w sobie, odpuszczam i chowam się. Boje się wyzwań i porażki. Nie potrafię sobie z nimi radzić. Dlatego, kiedy w czwartek rano obudziłam się z wielka ochotą na płatki kukurydziane na mleku, wiedziałam, że to kryzys. Że to koniec. Z dietą. Z super ciałem. Ze mną. Czytaj dalej

O dentyście słów kilka

Ten, kto mnie zna, wie, iż jako takiego problemu z zębami nie mam. Raptem 8 lat noszenia aparatu i jakieś 25tyś Polskich złotych za ów aparat i wizyty u ortodonty (za kasę rodziców sesesesese). Ale jeżeli chodzi o dziury to tylko kilka plomb. Na każdym (prawie) zębie co ortodontka w pocie czoła prostowała.

Przenieśmy się do Maja 2015 roku.
Kilka lat spokoju, przeglądy idealne. I jest! Jedna mała dziurka! Po 9 latach mieszkania w Irlandii w końcu coś się znalazło.
Była to mała dziurka, wielkości główki od szpilki. Przynajmniej tak twierdziła dentystka. Wizyta umówiona, dziurka załatana, pikuś, nie będzie boleć.
Ucieszona, że szybko i łatwo, poleciałam do domu. Coś tam boli, coś delikatny ten ząb no ale dopiero co robiony ma prawo. Dwa dni później już nic nie boli. Będę żyć.

Czytaj dalej

Efekt Motyla

Godzina 9.40
Leniwie otwieram oczy, łapię za telefon. Widząc tę wczesną godzinę, stękam lekko i obracam się na drugi bok. Niestety ucisk na pęcherz nie daje żyć, więc leniwie człapie do toalety. Leniwym okiem dostrzegam, iż Aunt Flow, Ten Dzień nadszedł. Siedzę i dumam. Wszak na dziś miałam zaplanowane ćwiczyć i stosować dietę. Szybka myśl…

-Może odpuszczę na tydzień? Wszak kto to widział, katować się ćwiczeniami i dietą w TE dni! O tak… odpuszczę i jeszcze przez tydzień poddam się uciechą ciała i duszy, żrąc kawałek ciasta!

Chwila konsternacji, jedno spojrzenie w lustro. I jest! Ten kop w dupę którego mi potrzeba. Staje przed lustrem i mówię sama do siebie:

Czytaj dalej