Misja – jeść

Dieta, dieta, dieta, dieta. Nic tylko ta dieta. Na diecie jeste od tygodni trzech. Tak myślę, bo nawet nie jestem pewna. Może to są 4 tygodnie? Kto by to liczył.

Kiedy zaczynałam dietę, nie nazywałam jej dietą. Moim głównym celem nie było zrzucić nadprogramowe kg, a zacząć jeść zdrowo, regularnie i pysznie. Może i hamburgery i czekolada są pyszne, ale przynajmniej ja, na drugi dzień uczucie ciężkości w jelitach i żołądku jest okropne. Na diecie czuję się lekko . No i woda. Chciałam pić zdecydowanie więcej wody, ponieważ, dotychczas, piłam może dwie, trzy szklanki płynów dziennie. Czytaj dalej

Mały potwór zwany kryzys

Kryzys.

Takie małe zwierzątko, które wbija nam do głowy, że nie damy rady, że nie potrafimy, że się nie uda. Zastanawiałam się, kiedy to będzie. Kiedy dopadnie mnie pierwszy kryzys. Nie myślałam, że będzie to tak szybko.
Kryzys dopadł mnie już 4 dni diety. Chociaż myślę, że pomału wbijał swoje małe pazurki we mnie od początku. Nie jestem silną osobą. Ani fizycznie, ani psychicznie. I nie wstydzę się do tego przyznać. Kiedy coś mi nie wychodzi, zamykam się w sobie, odpuszczam i chowam się. Boje się wyzwań i porażki. Nie potrafię sobie z nimi radzić. Dlatego, kiedy w czwartek rano obudziłam się z wielka ochotą na płatki kukurydziane na mleku, wiedziałam, że to kryzys. Że to koniec. Z dietą. Z super ciałem. Ze mną. Czytaj dalej